Udar polskiej nauki – czyli jak sztuczna inteligencja ominie nas szerokim łukiem
- Szczegóły
Kiedyś udar rozpoznawało się według prostych zasad F.A.S.T.
F jak face – opadający kącik ust.
A jak arm – brak siły w jednej ręce.
S jak speech – bełkotliwa mowa.
T jak time – czas, bo każda minuta decyduje o życiu.
Dziś, patrząc na stan polskiej nauki – i jej finansowania – chciałoby się dopisać jeszcze jedną literę...
Nie, nie o tą literę mi chodziło.
Tą literą jest. S – jak system, który sam właśnie przechodzi udar.
Bo objawy są podobne: paraliż decyzyjny, niewyraźne komunikaty, utrata równowagi i opóźnione reakcje.
I jeśli natychmiast nie „zadzwonimy po pogotowie” – w sensie finansowym, cyfrowym i organizacyjnym – ten organizm, zwany nauką, a szczególnie nauką medyczną, przestanie funkcjonować.
Sztuczna inteligencja już tu jest. Tylko my wciąż mamy analogowe stetoskopy.
Świat medycyny wchodzi w erę danych.
Algorytmy uczą się rozpoznawać udary szybciej niż lekarze, analizują obrazy tomograficzne w czasie rzeczywistym, integrują wyniki badań z historią pacjenta, predykcją ryzyka i farmakogenomiką.
Tymczasem w Polsce dane medyczne wciąż są w segregatorach, CD-ROM-ach, pendrive’ach i szufladach biurek.
AI w szpitalach brzmi jak nazwa nowego AGD.
Politycy – jak zwykle – są o trzy dekady za rzeczywistością.
Przy starzejącym się społeczeństwie, w którym pokolenie boomersów zaczyna potrzebować codziennej opieki medycznej, nikt nie widzi, że bez cyfryzacji, automatyzacji i analityki danych za chwilę nie będzie ani pieniędzy, ani ludzi, ani wiedzy, by leczyć kogokolwiek.
TOP200, czyli jak za 50 tysięcy miesięcznie zatrudnić cud nauki
Z dumą ogłoszono program „TOP200 im. Weigla” – 3 miliony złotych na cztery lata, dla naukowców z najlepszych uczelni świata by ściągnąć ich do polskich czy europejskich ośrodków akademickich bo w USA kryzys związany z ucięciem środków finansowych z federalnych żródeł.
Brzmi ambitnie – dopóki nie policzymy.
To około 50 tysięcy złotych miesięcznie... brutto... dla całego zespołu badawczego.
Ktoś trafnie skomentował:
„I teraz nie wiem – czy oni szukają ekipy do uruchomienia nowej Żabki, czy rzeczywiście topowych światowych specjalistów?”
Polska czy Europejska nauka od lat dryfuje między PR-em a biurokracją.
Granty rozdzielane są w chmurze znajomości, lojalności politycznych i „strategicznego umiędzynarodowienia”.
Na papierze wszystko błyszczy – a w laboratoriach brakuje pieniędzy na bieżące rachunki a co dopiero na pipety, reagenty i ludzi.
Nie ma funduszy na integrację danych medycznych, nie ma infrastruktury do analizy AI, nie ma wizji, jak to wszystko połączyć w jedną, cyfrową sieć zdrowia.
Udar służby zdrowia, udar nauki.
Medycyna oparta na danych to nie przyszłość – to teraźniejszość.
Tyle że nie u nas.
W Polsce, Europie – z braku finansowania i wyobraźni – system zdrowia i system nauki stoją w korku, jak karetka bez sygnału dźwiękowego.
A kierowcy – czyli decydenci – dyskutują, czy sygnał w ogóle jest potrzebny.
Na końcu tego korka, w kolejce po leczenie, staniemy wszyscy – także ci, którzy dziś rozdzielają środki „według uznania”, pisząc kolejne strategie i „mapy drogowe” pełne pustych frazesów.
Bo starość i choroba nie mają barw partyjnych.
Polska i Europa nie jest samotną wyspą – to, co robimy (lub czego nie robimy), rzutuje na cały Świat.
To, co dzieje się dziś w polskiej, europejskiej nauce, nie jest lokalnym problemem.
W świecie, w którym trwa wojna tuż za naszą granicą, gdzie Ukraina walczy nie tylko o wolność, ale i o przetrwanie infrastruktury naukowej i medycznej, Polska, Europa powinna być centrum współpracy i integracji wiedzy, nie czarną dziurą grantów i formalności.
Brak skutecznego systemu naukowego i zdrowotnego w Polsce oznacza osłabienie całej Europy Środkowo-Wschodniej – a w konsekwencji, większe ryzyko dla kontynentu.
Bo wirus ignorancji – ten „ze wschodu” – rozprzestrzenia się szybciej, niż politycy zdążą zareagować.
Ale nie łudźmy się – „wirus z zachodu” wcale nie jest łagodniejszy.
Różni się tylko tym, że łatwiej będzie dla niego o szczepionkę – bo tam inwestuje się w badania, dane i ludzi.
Tam nikt nie musi tłumaczyć na szczęście, że cyfryzacja i medycyna oparte na danych to nie moda, tylko warunek przetrwania.
Konkluzja
Brak finansowania, brak wizji i atmosfera grantowego rozdawnictwa wśród „swoich” to nie tylko błąd systemowy – to strategiczna ślepota wobec wyzwań cywilizacyjnych.
Bo za kilka, kilkanaście lat to właśnie ci, którzy dziś rozdzielają te symboliczne środki, będą potrzebowali efektów tej nauki: algorytmów, analiz, lekarzy i systemów diagnostycznych, które mogliśmy stworzyć – ale zaniechaliśmy.
Wtedy nie pomoże żaden grant, żadne TOP200, żadne PR-owe konferencje.
Bo udar nauki, tak jak udar mózgu, jeśli nie zareaguje się w porę,
zostawia trwałe uszkodzenia.
A może nawet zgon.
To już nie tylko „udar polskiej nauki”.
To wojna o zdrowie i przyszłość kolejnych pokoleń.
Koniec. Kropka.

