• Home
  • Aktualności
    • Blog
  • Doniec Rafał Jan
    • Schools - Szkoły
    • Projects - Projety
    • Publications - Publikacje
      • Refereed Conference Proceedings – Prezentacje konferencyjne
      • Articles in Progress – Artykuły w toku
      • Journal Articles – Artykuły Żurnalowe
      • Books - Książki
      • Others - Inne
    • Experience - Doświadczenie
    • Didactics - Dydaktyka
      • Szkoły średnie
      • Studia wyższe
      • Inne kursy
      • Najciekawsze prace końcowe
      • Pliki do pobrania
      • Pliki do pobrania dla studentów
    • Extra - Dodatkowo
  • Profil Zawodowy
  • Inne
    • Fotografia i Film
    • Genealogia
  • Kontakt

  • Home
  • Aktualności
    • Blog
  • Doniec Rafał Jan
    • Schools - Szkoły
    • Projects - Projety
    • Publications - Publikacje
      • Refereed Conference Proceedings – Prezentacje konferencyjne
      • Articles in Progress – Artykuły w toku
      • Journal Articles – Artykuły Żurnalowe
      • Books - Książki
      • Others - Inne
    • Experience - Doświadczenie
    • Didactics - Dydaktyka
      • Szkoły średnie
      • Studia wyższe
      • Inne kursy
      • Najciekawsze prace końcowe
      • Pliki do pobrania
      • Pliki do pobrania dla studentów
    • Extra - Dodatkowo
  • Profil Zawodowy
  • Inne
    • Fotografia i Film
    • Genealogia
  • Kontakt

Blog

  • BLOG

    • Jesteś tutaj:  
    • Home >
    • Aktualności >
    • Blog >
    • Udar polskiej nauki – czyli jak sztuczna inteligencja ominie nas szerokim łukiem

    Udar polskiej nauki – czyli jak sztuczna inteligencja ominie nas szerokim łukiem

    Szczegóły
    Utworzono: 15 listopad 2025

    Kiedyś udar rozpoznawało się według prostych zasad F.A.S.T.

    F jak face – opadający kącik ust.
    A jak arm – brak siły w jednej ręce.
    S jak speech – bełkotliwa mowa.
    T jak time – czas, bo każda minuta decyduje o życiu.

    Dziś, patrząc na stan polskiej nauki – i jej finansowania – chciałoby się dopisać jeszcze jedną literę...

    Nie, nie o tą literę mi chodziło.
    Tą literą jest. S – jak system, który sam właśnie przechodzi udar.

    Bo objawy są podobne: paraliż decyzyjny, niewyraźne komunikaty, utrata równowagi i opóźnione reakcje.
    I jeśli natychmiast nie „zadzwonimy po pogotowie” – w sensie finansowym, cyfrowym i organizacyjnym – ten organizm, zwany nauką, a szczególnie nauką medyczną, przestanie funkcjonować.

    Sztuczna inteligencja już tu jest. Tylko my wciąż mamy analogowe stetoskopy.

    Świat medycyny wchodzi w erę danych.
    Algorytmy uczą się rozpoznawać udary szybciej niż lekarze, analizują obrazy tomograficzne w czasie rzeczywistym, integrują wyniki badań z historią pacjenta, predykcją ryzyka i farmakogenomiką.
    Tymczasem w Polsce dane medyczne wciąż są w segregatorach, CD-ROM-ach, pendrive’ach i szufladach biurek.
    AI w szpitalach brzmi jak nazwa nowego AGD.

    Politycy – jak zwykle – są o trzy dekady za rzeczywistością.
    Przy starzejącym się społeczeństwie, w którym pokolenie boomersów zaczyna potrzebować codziennej opieki medycznej, nikt nie widzi, że bez cyfryzacji, automatyzacji i analityki danych za chwilę nie będzie ani pieniędzy, ani ludzi, ani wiedzy, by leczyć kogokolwiek.

    TOP200, czyli jak za 50 tysięcy miesięcznie zatrudnić cud nauki

    Z dumą ogłoszono program „TOP200 im. Weigla” – 3 miliony złotych na cztery lata, dla naukowców z najlepszych uczelni świata by ściągnąć ich do polskich czy europejskich ośrodków akademickich bo w USA kryzys związany z ucięciem środków finansowych z federalnych żródeł.
    Brzmi ambitnie – dopóki nie policzymy.
    To około 50 tysięcy złotych miesięcznie... brutto... dla całego zespołu badawczego.

    Ktoś trafnie skomentował:

    „I teraz nie wiem – czy oni szukają ekipy do uruchomienia nowej Żabki, czy rzeczywiście topowych światowych specjalistów?”

    Polska czy Europejska nauka od lat dryfuje między PR-em a biurokracją.
    Granty rozdzielane są w chmurze znajomości, lojalności politycznych i „strategicznego umiędzynarodowienia”.
    Na papierze wszystko błyszczy – a w laboratoriach brakuje pieniędzy na bieżące rachunki a co dopiero na pipety, reagenty i ludzi.
    Nie ma funduszy na integrację danych medycznych, nie ma infrastruktury do analizy AI, nie ma wizji, jak to wszystko połączyć w jedną, cyfrową sieć zdrowia.

    Udar służby zdrowia, udar nauki.

    Medycyna oparta na danych to nie przyszłość – to teraźniejszość.
    Tyle że nie u nas.

    W Polsce, Europie – z braku finansowania i wyobraźni – system zdrowia i system nauki stoją w korku, jak karetka bez sygnału dźwiękowego.
    A kierowcy – czyli decydenci – dyskutują, czy sygnał w ogóle jest potrzebny.

    Na końcu tego korka, w kolejce po leczenie, staniemy wszyscy – także ci, którzy dziś rozdzielają środki „według uznania”, pisząc kolejne strategie i „mapy drogowe” pełne pustych frazesów.
    Bo starość i choroba nie mają barw partyjnych.

    Polska i Europa nie jest samotną wyspą – to, co robimy (lub czego nie robimy), rzutuje na cały Świat.

    To, co dzieje się dziś w polskiej, europejskiej nauce, nie jest lokalnym problemem.
    W świecie, w którym trwa wojna tuż za naszą granicą, gdzie Ukraina walczy nie tylko o wolność, ale i o przetrwanie infrastruktury naukowej i medycznej, Polska, Europa powinna być centrum współpracy i integracji wiedzy, nie czarną dziurą grantów i formalności.

    Brak skutecznego systemu naukowego i zdrowotnego w Polsce oznacza osłabienie całej Europy Środkowo-Wschodniej – a w konsekwencji, większe ryzyko dla kontynentu.
    Bo wirus ignorancji – ten „ze wschodu” – rozprzestrzenia się szybciej, niż politycy zdążą zareagować.

    Ale nie łudźmy się – „wirus z zachodu” wcale nie jest łagodniejszy.
    Różni się tylko tym, że łatwiej będzie dla niego o szczepionkę – bo tam inwestuje się w badania, dane i ludzi.
    Tam nikt nie musi tłumaczyć na szczęście, że cyfryzacja i medycyna oparte na danych to nie moda, tylko warunek przetrwania.

    Konkluzja

    Brak finansowania, brak wizji i atmosfera grantowego rozdawnictwa wśród „swoich” to nie tylko błąd systemowy – to strategiczna ślepota wobec wyzwań cywilizacyjnych.

    Bo za kilka, kilkanaście lat to właśnie ci, którzy dziś rozdzielają te symboliczne środki, będą potrzebowali efektów tej nauki: algorytmów, analiz, lekarzy i systemów diagnostycznych, które mogliśmy stworzyć – ale zaniechaliśmy.

    Wtedy nie pomoże żaden grant, żadne TOP200, żadne PR-owe konferencje.
    Bo udar nauki, tak jak udar mózgu, jeśli nie zareaguje się w porę,
    zostawia trwałe uszkodzenia.

    A może nawet zgon.

    To już nie tylko „udar polskiej nauki”.
    To wojna o zdrowie i przyszłość kolejnych pokoleń.

    Koniec. Kropka.

  • All right reserved by Rafal Doniec | >> Archiwum <<

    Logo